Dla Jorge Enrique Abello, czyli Armanda Mendozy z "Brzyduli", miłość ma twarz jego żony. Wieczorami najchętniej ... kąpie swoją 6-miesięczną córeczkę.

DZIĘKI BOGU, MOJA ŻONA JEST PIĘKNA

Znasz od podszewki środowisko telewizyjne. Pracowałeś jako reżyser, operator, asystent producenta, itp. Dlaczego zdecydowałeś się jednak na karierę aktorską?
- Przez zwykłą próżność, ale nie oznacza to, że porzuciłem moje zainteresowania praca po drugiej stronie kamery. Telewizja jest dla mnie jak powietrze i nie wystarcza mi tylko aktorstwo. Mam nadzieję, że już niebawem ponownie wystąpię w roli reżysera.
Czy wcześniejsze doświadczenia zawodowe pomagają Ci, czy też przeszkadzają w pracy aktora?
- Wyłącznie pomagają. Dzięki nim mogę doskonalić się jako aktor.
Rola w "Brzyduli" przyniosła Ci sławę na całym świecie...

- Może to zabrzmieć niewiarygodnie, ale zupełnie nie zdawałem sobie z tego sprawy do dnia moich 34. urodzin. Dostałem wtedy tysiące listów i e-maili z całego świata, począwszy od Stanów Zjednoczonych, poprzez Europę, także Polskę, a skończywszy na Bliskim Wschodzie. Moi fani wiedzą, że uwielbiam muzykę klasyczną, więc w swojej skrzynce znalazłem setki płyt kompaktowych.
Wielbiciele widzą w Tobie przystojniaka. Kogo ty widzisz spoglądając rano w lustro?
- Przystojniak to ostatnie słowo, które przyszłoby mi do głowy! Myślę, że fizycznie jestem na tyle przeciętny, że gdybym to ja był reżyserem w "Brzyduli", nigdy nie obsadziłbym siebie w roli Armanda.
Nadmierna popularność bywa czasami uciążliwa. Nie męczy Ciebie i Twojej rodziny?
- Nie, ale pamiętam, że na początku emisji "Brzyduli" ludzie zaczepiali mnie na ulicy i wyzywali od wrednych gości. Kilka razy nawet zdarzyło się, że jakieś kobiety w supermarkecie patrzyły ze współczuciem na moją żonę, pytając: jak pani może żyć z takim potworem? A tak poważnie, do sławy podchodzę spokojnie, bez histerii. Wiem, że nie trwa wiecznie, jest czymś ulotnym. Wspólnie z rodziną staram się wykorzystywać pozytywne aspekty popularności, np. rzadziej płacę mandaty, ludzie uśmiechają się do mnie, czasami stawiają drinki. Nie nadużywam tego, broń Boże, ale czy to nie jest przyjemne, gdy ktoś obcy podchodzi do ciebie i wyraża swoje uznanie?
Jak byś wytłumaczył powodzenie jakim cieszy się "Brzydula"?
- W ogóle trudno jest wytłumaczyć sukces w telewizji. Sam nigdy nie wiem, czy go odniosę podejmując się kolejnego wyzwania. Zawsze mam wątpliwości, czy spodobam się widzą... Na powodzenia "Brzyduli" składa się mnóstwo rzeczy: ciekawa, pełna zwrotów fabuła, świetny reżyser.
Wybrałbyś się poszaleć w dyskotece z kimś takim jak Armando?
- Moje codzienne życie toczy się z dala od tego, jakie prowadzi Armando. Prywatnie jestem znacznie spokojniejszy i bardziej rodzinny. W tym momencie życia w jakim się znajduję, nie wybrałbym się na nocne eskapady z Armandem. Zamiast podrywać dziewczyny w nocnych klubach i upijać się do nieprzytomności, wolę posiedzieć z żoną w domu przed kominkiem.
Mówi się, że życie z aktorem to pasmo przeszkód i problemów. Twoja żona się nie skarży?
- Nigdy. Marcela jest dziennikarką i bardzo dobrze zna świat show-biznesu. Zawsze mnie wspiera, bo lubi moją pracę. A czy życie z aktorem jest drogą przez mękę? Na pewno nie ze mną, bo prowadzę nad wyraz spokojny tryb życia.
Jeśli już mowa o kobietach...Bardziej cenisz u nich piękno czy mądrość?
- Najważniejsze jest wewnętrzne piękno, i to nie tylko w przypadku kobiet. Nawet największa pokraka piękniej w oczach, gdy zauroczy nas swym wnętrzem. Swoją drogą miałem dużo szczęścia. Dzięki Bogu, moja żona, oprócz tego, że jest nieporównywalnie piękniejsza od Betty, jest również mądra i inteligentna. Zachwyca mnie swoją niewinnością i szczerością.
O jakim zawodzie marzył mały Jorge Enrique?
- Od dzieciństwa pragnąłem opowiadać ciekawe historie, być bajarzem. Moje marzenie spełniło się, bo bycie artystą daje mi tą możliwość.
Czy bardziej się zmieniłeś, od kiedy zostałeś ojcem?
- Narodziny Candelarii sprawiły, że stałem się jeszcze szczęśliwszy i bardziej mi zależy na tym, by być dobrym człowiekiem. Może nieco zmieniły się moje przyzwyczajenia. Na przykład do tej pory lubiłem późnym wieczorem wypić sobie szklaneczkę whiskey w towarzystwie Marceli. Teraz gdy wiem, że wieczorem czekam mnie kąpanie Candelarii, bezboleśnie rezygnuję z tej przyjemności.
Gdy pewnego dnia usłyszysz od córki: "tato, chcę zostać aktorką"...
- Będę ją wspierał całym moim sercem, jeśli tylko będę pewien, że jest świadome swojego wyboru.
Zawód aktora jest wyjątkowo trudny. Czy można być dobrym mężem, ojcem, przyjacielem, a jednocześnie spełniać się jako aktor?
- Walczę o to każdego dnia, już od momentu przebudzenia.
A jak wypoczywasz?
- Uwielbiam czytać, uprawiać sport i przede wszystkim zamknąć się z żoną i córeczką w domu, uciekając od tego całego zgiełku. Tylko to daje mi wytchnienie.

 

Źródło: "ŚwiatSeriali"